Chciało by się rzec „temat długi i szeroki”. Skupia wokół siebie dwa antagonistyczne obozy.
Tych wiernych wyznawców idei życia poza naszą planetą, wg. których kosmos to prawdziwa rafa koralowa, z licznymi wysepkami (Ziemiami) na których kwitnie życie w mniej lub bardziej znanej nam formie. Drugi obóz to sceptycy równie mocno forsujący swoje tezy.
Do niedawna zaliczałem się do tego pierwszego obozu, byłem przekonany, że Światów podobnych do naszego po prostu musi być więcej, nie dopuszczałem myśli, że możemy być sami w otaczającym nas bezmiarze przestrzeni. Swoją drogą jak ciekawa jest natura ludzka, jak bardzo potrzebujemy „towarzystwa”…
… ale wracając do tematu. W miarę zgłębiania kosmologicznych nowinek moja „wiara” zaczynała gasnąć. Zostałem poddany próbie.
Otumaniony równaniem „Drejka” i wizją gromad galaktyk zawierających setki milionów gwiazd, wprost intuicyjnie wyczuwałem że tam musi kwitnąć życie, nasz układ nie może być taki wyjątkowy za jaki uważaliśmy go do niedawna.
A jednak w miarę zgłębiania publikacji dotyczących wieku i masy znanego nam wszechświata zauważyłem, że dałem się złapać w pułapkę liczb. To znaczy zapomniałem, że Wszechświat posługuje się innymi miarami niż my Ziemianie zwykliśmy używać z racji naszych gabarytów.
Miliardy gwiazd, miliony galaktyk to robi wrażenie prawda? Jednak co jeśli materia, z której jesteśmy zbudowani (My czyli, Galaktyki, Gwiazdy, Rośliny i Zwierzęta) to tylko 2% masy obserwowalnego Wszechświata? Tak właśnie wydaje się być… Ciemna materia – dla nas egzotyczna – wydaje się dominować (choć to słowo nie oddaje skali tej przewagi).
2% całości, z czego nasza galaktyka to masa rządu ppm’ów (albo ppb?) to czym jest nasza Ziemia, jakim ułamkiem jesteśmy my? Zaczynam czuć się NAPRAWDĘ samotny, a może tylko znowu popadam w niewolę liczb?
„…szukaj Galaktyki w Pasie Oriona…”
It‘s quite in here! Why not leave a response?