Dni Otwarte aeroklubu krakowskiego

Od 28.04 do 3.05 2006 roku w podkrakowskim Pobiedniku miała miejce „impreza” z gatunku Dni Otwarte („czyli co oni tu robią?”). Szczerze mówiąc miałem nie pisać tego sprawozdania w formie artykułu tylko newsa (powody pojawią się poniżej), ale co tam niech będzie.

Impreza miała składać się z kliku części:

  • Permanentnej wystawy sprzętu lotniczego.
  • Możliwości wykupienia lotu widokowego.

Oraz z: Zawodów paralotniowych, szybowcowych, samolotowych i spadochronowych(cztery różne dni) na celność lądowania.

Ekipa easyfly.pl (w składzie Szuwar, Chmielu, Marszal) dotarła na miejsce 3 Maja w upalne środowe południe. Zadowoleni ze sprzyjającej aury udaliśmy się w stronę „zaparkowanych” maszyn. Można było zobaczyć klika lekkich samolocików, szybowce oraz leciwego ale jakże rasowego „Antka” pochłaniającego co kilkanaście minut kolejnych wycieczkowiczów. Goście również dopisali, ponieważ pojawiło się wiele, wiele rodzin z dziećmi. Dla maluchów był to niewątpliwie wyjątkowy dzień a to z powodu ich pierwszego w życiu lotu samolotem (większości z nich). Ceny biletów również nie należały do najdroższych.

W oczekiwaniu na skoczków (Ad. w/w zawody) udaliśmy się oglądać „sprzęt lotniczy” (Patrz punkt 1). W otwartym hangarze stało trochę „nadgryzionych” (zębem czasu) szybowców i Wilga bez silnika. Mimo to fajnie było „poczuć klimat”. Niestety z błogostanu wyrwał nas wrzeszczący jegomość w czarnym wdzianku krzyczący po wszystkich wewnątrz (a było tam wiele rodzin fotografujących się na tle sprzętu). Facet pokrzyczał i wygonił ludzi. Bardzo nas to zdumiało ponieważ hangar był otwarty i nie widniała żadna informacja zakazująca wstępu, a już napewno żadne ostrzeżenie, że przybytku pilnuje wściekły stróż. Cóż, niezbyt to ładne krzyczeć na gości, szczególnie dzieci. Dla mnie był to zwykły chamski wybryk nadąsanego typa. Nieładnie!

Ok, endorfiny wyparowały. Zaczęliśmy oglądać stojące na zewnątrz samoloty (w między czasie z pasa zieleni dobiegł nas znajomy ryk w stronę hangaru „PROSZĘ WYJŚĆ Z HANGARU”! – to kolejna grupa gości została uświadomiona).

No tak miałem pisać o samolotach. Więc poszliśmy oglądać samoloty stojące na trawie. Dopiero teraz dotarło do nas że maszynki stoją jak chcą a gdy któraś ma odlecieć zjawia się ktoś kto rozgania złaknionych gapiów. Dezorganizacja.

Generalnie pomimo tego bałaganu nie było tak źle. Można było pożywić się wyśmienitym „pieczonym” z grilla i popatrzeć na ewolucje modeli latających (też były) oraz majestatyczne koziołki szybowców.

Dla czekających na zrzut, AK miał kolejną niespodziankę. Spadochroniarze nie przyjechali bo wybrali się na Słowację itd. itp.

Kończąc myślę, że to bardzo dobrze, że w Krakowie ma miejsce coraz więcej imprez lotniczych (zawody balonowe, piknik lotniczy), jednak w tym wypadku osobiście uważam, że impreza nie należała do najbardziej udanych, choć tak niewiele brakowało. Pogoda wspaniała, Gości w bród tylko ta organizacja. Zabrakło też chyba wizji/celu takiej imprezy. Mam nadzieję, że AK wyciągnie wnioski na przyszły rok, a może i na miesiące wakacyjne i zorganizuje coś bardziej „żywego”. Przede wszystkim jednak życzył bym sobie i innym lepszego zachowania niektórych „włodarzy” oraz uczestnictwa we wszystkich zaplanowanych „iwentach”

Wojtek Szywalski
Podziękowania dla Chmiela i Marszala

Aeroklub położony jest w malowniczej okolicy pośród pól. Niestety wszelkie loty powyżej 1000m mogą odbywać się tylko za bezpośrednią zgodą centrum kontroli lotów na lotnisku w Balicach. Utrudnia to powstanie na przykład strefy zrzutu.

Aeroklub położony jest w malowniczej okolicy pośród pól. Niestety wszelkie loty powyżej 1000m mogą odbywać się tylko za bezpośrednią zgodą centrum kontroli lotów na lotnisku w Balicach. Utrudnia to powstanie na przykład strefy zrzutu.



  1. It‘s quite in here! Why not leave a response?